W tym właśnie czasie, gdy walka rozgorzała na dobre, główny kapłan kończył swoje zaklęcia i inklinacje. Wraz z ich końcem Camilo czuł coraz większy ból, zupełnie jakby ktoś wydzierał mieczem część jego ciała. Chociaż jego ciało było praktycznie nienaruszone.
Gdy Agnes z Mariem zdołali przedrzeć się przez ścianę kilkudziesięciu brutalnych kolosów, ceremonia przebudzenia dochodziła do swego końca. Przybrudzone i starodawne popiersie znajdujące się po środku ołtarza zaczynało się poruszać, pękać pod naporem dziwnego światła jakiejś niezidentyfikowanej energii, mocy wydobywającego się spod kamiennego dzieła sztuki. Zanim jednak pękło, wydając złowrogi owoc, duet wojowników zdołał uwolnić pół-przytomnego Camilo z więzów. Już prawie uchodząc, stali się jednak świadkami przebudzenia tajemniczego zła, będącego sednem całej tej opowieści. Posąg rozprysnął się na policzalną ilość kawałków pod naporem światła, które wybuchło mocą nieprzeniknioną, wstrząsając przy okazji całą świątynią tak bardzo, że prawie cała komnata pokryta została w pyle. Zza pyłu ukazała się wnet przerażająca i straszliwa sylwetka.
Przerażona trójka stała przez chwilę osłupiała, lecz wystarczająco szybko, żeby zrozumieć, co się stało, uciekła z komnaty używając jednej z klasycznych technik szybkiego przemieszczenia się. Uciekli. W tym samym czasie pył zaczął opadać odsłaniając to, co zakryła. Straszliwa postać wyłoniła się z ciemności. Król Demonów powrócić do świata żywych. Był pokryty dziwną, ciemno-czarną, przypominającą skórę, tkaniną lub skórą, na głowie miał rogi przypominające rogi byka. Był wysoki na może dwa, czy dwa i pół metra. Taki mógł być pobieżny opis tego dziwnego stwora. I zapewne jakichś Ziemianin czy chrześcijanin mówiąc krócej, mógłby tę postać okrzyknąć po prostu mianem diabła czy inszego Szatana. I bez powodu. Przynajmniej, znając jej charakter i usposobienie. Postać ta bowiem - jak to się przyjęło mówić - czerpie i czerpała od zawsze przyjemność z niesienia zła i trwogi ludziom oraz wszelakim innym istotom żywym.
Wracając jednak do opisu sytuacji. Szybko powróciwszy do stanu czuwania generalny kapłan wydał rozkaz, aby pojmać zbiegów, którym udało się "cudem" wyśliznąć. Jednak Demon odrzekł głosem spokojnym acz stanowczym: - Zostawcie ich. Zdziwiony Kapłan odparł już bardziej potulnym i uniżonym tonem: - Cóż takiego!? Ale.. Demon zwrócił się ku Kapłanowi i powiedział: - Nie ma potrzeby ścigać tych słabeuszy. Powróciłem do życia, dzięki dawce energii uzyskanej od tamtego chłopaka. Teraz nastanie na powrót Era Ciemności i panowania Króla królów, a każdy, kto sprzeciwi się nowemu porządkowi, zostanie usunięty. Także tamci, jeśli tylko przeciwstawią choćby palec przeciwko mnie! W tym momencie jaskinię ogarnęła złowroga cisza połączona z pewną ekscytacją znajdujących się w niej "osób".
Tak, to prawda, teraz nastąpi koniec.
W promieniach wschodzącego słońca zwiastującego dzień, Agnes, Mario i Camilo biegli w stronę swojego domu. Ich myśli były co najmniej zmieszane. Zwłaszcza myśli Mario i Agnes, którzy jako jedyni naprawdę wiedzieli, co się teraz stanie.
Co zrobi główny bohater? Jaki będzie następny ruch Daemona?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą FANTASTYKA LITERATURA MOJA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą FANTASTYKA LITERATURA MOJA. Pokaż wszystkie posty
17 lipca 2011
20 lutego 2011
Wielka nienazwana przygoda - rozdział I - La resurrección
Nastał poranek górską doliną, w której znajduje się dom mistrza Kampeona, a wraz z nim planowany pierwszy dzień treningu, lecz osoby, która miała trenować - brak - jak się okazało. Przewidująca Alicia i Mario niezwłocznie ruszyli śladem zaginionego Camilo. Ponieważ byli doświadczeni w tropiewnictwie zwierząt i ludzi (w tym min. po odrobinach KI), stosunkowo szybko odnaleźli miejsce porwania chłopaka. -Ta energia, ta tekstura - rzekł Mario - czy to może być!? Zaniepokojony zwrócił się ku Alicii. -Bez wątpienia. Musimy się pośpieszyć nim będzie za późno.
Tymczasem, daleko stąd. W pewnej jaskini, rzeczony odzyskuje powoli utraconą świadomość. -Hm, gdzie ja.. jestem!? - Camilo rozejrzawszy się wokół siebie powiedział. -Już niedługo. Ceremonia wstępna trwa kilka godzin, lecz już wkrótce będziemy mogli przejść do finalnego przebudzenia - rzekł znajomy głos nieprzyjaciela. Okazało się, że Camilo leżał przywiązany do jakiegoś kamiennego kręgu. Miał być "centrum" jakieś para-religijnej ceremonii. Wokół ołtarza stało, w równo oddalonych od siebie rzędach, kilka postaci z płaszczach przykrywających ich twarze i ciała. Wypowiadały one jakieś magiczne inklinacje. Lecz to, co było "najciekawsze" jest jeszcze to opisania. Otóż tuż przed związanym Camilo znajdował się całkiem sporem wielkości posąg. Posąg ów przedstawiał jakąś człowiekowato-szatańską postać (był to legendarny Daemon, lecz o tym Camilo nie mógł jeszcze). wiedzieć). Trwoga ogarniała człowieka po pierwszym życie oka na ów hybrydę. Mimo, że był to "tylko" posąg z kamienia. Tuż pod nim, zwrócony tyłem do niego, stał - jakby można było wywnioskować - najwyższy kapłan tego zgromadzenia. Nagle, Camilo pomyślał - chwila, to przecież ten sam gość, którego spotkałem w Warszawie! Przeżył.. czy to znaczy, że tamta dziewczyna.. została.. - jego myśl została przerwana nagłą mową Najwyższego: -O, Panie Ciemność, Władco Upadłych, Sługo Niezmąconych, Wszechmocny i Wielki Daemonie, Najwyższy Królu (i wiele, wiele innych imion oraz epitetów) o to nastał dzień Twego powrotu, już wkrótce zostaniesz oswobodzony z tego niegodnego i podłego więzienia..
Cdn.
Tymczasem, daleko stąd. W pewnej jaskini, rzeczony odzyskuje powoli utraconą świadomość. -Hm, gdzie ja.. jestem!? - Camilo rozejrzawszy się wokół siebie powiedział. -Już niedługo. Ceremonia wstępna trwa kilka godzin, lecz już wkrótce będziemy mogli przejść do finalnego przebudzenia - rzekł znajomy głos nieprzyjaciela. Okazało się, że Camilo leżał przywiązany do jakiegoś kamiennego kręgu. Miał być "centrum" jakieś para-religijnej ceremonii. Wokół ołtarza stało, w równo oddalonych od siebie rzędach, kilka postaci z płaszczach przykrywających ich twarze i ciała. Wypowiadały one jakieś magiczne inklinacje. Lecz to, co było "najciekawsze" jest jeszcze to opisania. Otóż tuż przed związanym Camilo znajdował się całkiem sporem wielkości posąg. Posąg ów przedstawiał jakąś człowiekowato-szatańską postać (był to legendarny Daemon, lecz o tym Camilo nie mógł jeszcze). wiedzieć). Trwoga ogarniała człowieka po pierwszym życie oka na ów hybrydę. Mimo, że był to "tylko" posąg z kamienia. Tuż pod nim, zwrócony tyłem do niego, stał - jakby można było wywnioskować - najwyższy kapłan tego zgromadzenia. Nagle, Camilo pomyślał - chwila, to przecież ten sam gość, którego spotkałem w Warszawie! Przeżył.. czy to znaczy, że tamta dziewczyna.. została.. - jego myśl została przerwana nagłą mową Najwyższego: -O, Panie Ciemność, Władco Upadłych, Sługo Niezmąconych, Wszechmocny i Wielki Daemonie, Najwyższy Królu (i wiele, wiele innych imion oraz epitetów) o to nastał dzień Twego powrotu, już wkrótce zostaniesz oswobodzony z tego niegodnego i podłego więzienia..
Cdn.
11 lutego 2011
WNP - rozdział I - legenda - Saga I
W głowie Camilo pojawia się pewien obraz z przeszłości, całkiem niedalekiej: On, siedzący na progu okolicznego antykwariatu, płaczący i burczący coś pod nosem, gdyż właśnie spotkał kto jakiś zawód. Nagle podchodzi do niego znajomy starzec: -Co się stało, Filipku (ów starzec raczył go tak nazywać ni to z sympatii tylko, ni to ze zwykłej złośliwości)? - zapytał. A on na to: -Nic. Co Cię to obchodzi? Nikogo to nie obchodzi i mnie też! - powiedział głośniej na koniec zdania. Na to starzec antykwariusz: -Heh, cóż mnie niby nie obchodzi, chłopczyku? -Heh, starcze, znowu mi się nie udało zaliczyć tego egzaminu i na dodatek zniszczyłem ulubiony wazon mojej mamy. Jestem jak zwykle do niczego - odrzekł zniechęconym głosem. Starzec podrapał się po brodzie, pogłaskał swoje długie włosy (a'la rock'n'roll) i skomentował: - To nieprawda. Nie osądzał siebie tak pochopnie. Uda Ci się następnym razem. -Heh, jasne, jasne.. - odparł coraz bardziej zniechęcony i pogardliwy. Na to starzec odrzekł: -Uda Ci się, ponieważ ja w to wierzę i ta wiara ma silne ugruntowanie w faktach. W tym momencie chłopczyk odwrócił się lekko w stronę starca: -Co takiego? Na to starzec wstał i odwróciwszy się w stronę swojego przybytku zaczął mówić: -Ano tak. W faktach. Pamiętasz, jak powiedziałeś - nie obiecywałeś, ani nie zapewniałeś - ale powiedziałeś, że kiedyś ożywisz to miejsce, że zrobisz wreszcie porządek w całym sklepie? I to zrobiłeś! - powiedział z przekonaniem ogromnym. Chłopczyk lekko się speszył, lecz dalej nic nie mówił. - Wierzę, że jeśli sobie coś postanowisz, to na pewno, to osiągniesz. Oczywiście, nie bez ciężkiej pracy i wysiłku, ale masz niespotykany element - silną wolę. Wszystko Ci się uda...
Wróćmy do czasu teraźniejszego, do naszej opowieści. Camilo, który przyjął zaproszenie do domu Kampeona, poznał swoje "powołanie" - niszczenie zła. Po zapoznaniu się z domownikami domu Kampeonów (właściwie nie wiadomo, czy K. to nazwisko rodowe czy imię ojca Alicii, jednak przyjęło się, iż wszyscy nazywają "go" mistrzem bądź mistrzem Kampeonem), Camilo otrzymał swój pokój, w którym rozmyślał nad swoją przyszłością. Nie był niczego pewien poza tym, iż jego wewnętrzny głos dyktował mu przystanie na ten "pakt", gdyż ktoś już zdążył poświęcić dla niego swoje życie. Celem rozproszenia zmartwień i przygotowania się do jutrzejszego, tajemniczego treningu, Camilo postanowił wyjść pobiegać po okolicy. Ponieważ dobrze nie znał zwyczajów swojego tymczasowego domu, a drzwi jego pokoju wprowadziły bezpośrednio na zewnątrz, postanowił nikogo o tym spacerze nie mówić. Zresztą, chciał być raczej sam ze swoimi myślami. Nie minęło wiele czasu, jak młodzianin znalazł się w środku gęstego, iglastego lasu. Typowo górskiego. -O kurczę, chyba się zgubiłem, kompletnie nie pamiętam drogi powrotnej - sarkastycznie odrzekł do siebie. Lecz nagle usłyszał jakieś krzyki. Cóż, skoro i tak nie wiem, gdzie jestem, to bardziej zabłądzić nie mogę - stwierdził niewiele myśląc, jak to miał w zwyczaju i pobiegł w stronę, z której dochodziły niemiłe odgłosy. Okazało się, iż banda ogrów (ok. dwumetrowych, zielonych, człekokształtnych bestii) napastowała jakąś wieśniaczkę (a tak, warto przy tym wspomnieć, iż ów monstra były nie głupsze niż przeciętny konsument Warki lub Lecha i o swoje walczyć umiały). A nasz bohater, jak to bohater, dzielnie choć niekoniecznie roztropnie wdarł się z zaskoczenia między ogry i dziewuszkę. Jego plan był jeden: przerzucić całą uwagę zielonych jegomości na siebie, aby kobieta mogła uciec. Cóż, to jedno mu się udało, ale bynajmniej nie przez wzgląd na jego umiejętności blefu, a dlatego, iż to była zasadzka na .. niego samego. Choć kobieta nie grała w tym żadnej roli. Uciekła, szybko, nie patrząc w tył. -No i co? Chcecie kawałek mnie !? - odparł z twarzą pokerzysty. - No to bierzcie - jak powiedział i wykalkulował, tak zaatakował. Uderzał tak silnie jak wtedy potrafił, choć ogr akurat niewiele się bronił, gdyż ciosy chłopaka nie robiły na nim większego wrażenia. Starczyło, iż raz, dwa machnął swoją wielką, owłosioną ręką i już Camilo znalazł się na ziemi. Jednak ogr walnął kilka razy tak, że w końcu w Camilo zaczęły budzić się pewne skrywane siły. Budzić się wprost proporcjonalnie do wzmaganej w nim złości odczuwanym bólem. W końcu, wręcz w ułamku sekundy, jak wyuczony, zadał bydlakowi kilka ciosów w brzuch i w brodę tak, iż monstrum padło na ziemię. Niestety, po chwili sterczenia nad powalonym przeciwnikiem temperament, będący na razie głównym motorem siły Camilo, wygasł i Camilo odzyskał świadomość. A było jeszcze z 8 lub 9 ogrów, którym musiał stawić czoło. Uświadomił sobie szybko, że jest w kropce i nie ma wyjścia. Jednakże, długo nie nacieszył się odzyskaną świadomością, ponieważ szybko któryś z ogrów uderzył chłopaka w tył głowy i ten stracił przytomność.
CDN.
Cóż teraz się stanie z Camilo? Jakie plany mają wobec niego ogry? Czy dla kogoś pracują?
Wróćmy do czasu teraźniejszego, do naszej opowieści. Camilo, który przyjął zaproszenie do domu Kampeona, poznał swoje "powołanie" - niszczenie zła. Po zapoznaniu się z domownikami domu Kampeonów (właściwie nie wiadomo, czy K. to nazwisko rodowe czy imię ojca Alicii, jednak przyjęło się, iż wszyscy nazywają "go" mistrzem bądź mistrzem Kampeonem), Camilo otrzymał swój pokój, w którym rozmyślał nad swoją przyszłością. Nie był niczego pewien poza tym, iż jego wewnętrzny głos dyktował mu przystanie na ten "pakt", gdyż ktoś już zdążył poświęcić dla niego swoje życie. Celem rozproszenia zmartwień i przygotowania się do jutrzejszego, tajemniczego treningu, Camilo postanowił wyjść pobiegać po okolicy. Ponieważ dobrze nie znał zwyczajów swojego tymczasowego domu, a drzwi jego pokoju wprowadziły bezpośrednio na zewnątrz, postanowił nikogo o tym spacerze nie mówić. Zresztą, chciał być raczej sam ze swoimi myślami. Nie minęło wiele czasu, jak młodzianin znalazł się w środku gęstego, iglastego lasu. Typowo górskiego. -O kurczę, chyba się zgubiłem, kompletnie nie pamiętam drogi powrotnej - sarkastycznie odrzekł do siebie. Lecz nagle usłyszał jakieś krzyki. Cóż, skoro i tak nie wiem, gdzie jestem, to bardziej zabłądzić nie mogę - stwierdził niewiele myśląc, jak to miał w zwyczaju i pobiegł w stronę, z której dochodziły niemiłe odgłosy. Okazało się, iż banda ogrów (ok. dwumetrowych, zielonych, człekokształtnych bestii) napastowała jakąś wieśniaczkę (a tak, warto przy tym wspomnieć, iż ów monstra były nie głupsze niż przeciętny konsument Warki lub Lecha i o swoje walczyć umiały). A nasz bohater, jak to bohater, dzielnie choć niekoniecznie roztropnie wdarł się z zaskoczenia między ogry i dziewuszkę. Jego plan był jeden: przerzucić całą uwagę zielonych jegomości na siebie, aby kobieta mogła uciec. Cóż, to jedno mu się udało, ale bynajmniej nie przez wzgląd na jego umiejętności blefu, a dlatego, iż to była zasadzka na .. niego samego. Choć kobieta nie grała w tym żadnej roli. Uciekła, szybko, nie patrząc w tył. -No i co? Chcecie kawałek mnie !? - odparł z twarzą pokerzysty. - No to bierzcie - jak powiedział i wykalkulował, tak zaatakował. Uderzał tak silnie jak wtedy potrafił, choć ogr akurat niewiele się bronił, gdyż ciosy chłopaka nie robiły na nim większego wrażenia. Starczyło, iż raz, dwa machnął swoją wielką, owłosioną ręką i już Camilo znalazł się na ziemi. Jednak ogr walnął kilka razy tak, że w końcu w Camilo zaczęły budzić się pewne skrywane siły. Budzić się wprost proporcjonalnie do wzmaganej w nim złości odczuwanym bólem. W końcu, wręcz w ułamku sekundy, jak wyuczony, zadał bydlakowi kilka ciosów w brzuch i w brodę tak, iż monstrum padło na ziemię. Niestety, po chwili sterczenia nad powalonym przeciwnikiem temperament, będący na razie głównym motorem siły Camilo, wygasł i Camilo odzyskał świadomość. A było jeszcze z 8 lub 9 ogrów, którym musiał stawić czoło. Uświadomił sobie szybko, że jest w kropce i nie ma wyjścia. Jednakże, długo nie nacieszył się odzyskaną świadomością, ponieważ szybko któryś z ogrów uderzył chłopaka w tył głowy i ten stracił przytomność.
CDN.
Cóż teraz się stanie z Camilo? Jakie plany mają wobec niego ogry? Czy dla kogoś pracują?
Subskrybuj:
Posty (Atom)