22 lipca 2010

O feminizmie słów .. trochę.

Dzisiaj nie będzie ani kontynuacji ekscytującego i andrenalinogennego opowiadania, ani żadnego wpisu filozoficzno-politycznego, ani w ogóle nic mojego pióra (może poza tą zachętą).

Za to chciałbym polecić Państwu interesujący artykuł o nowej (starej) ideologii równości:

http://www.psychologia.net.pl/artykul.php?level=61

Miłej lektury,

19 lipca 2010

Wielka, nienazwana jeszcze przygoda. Prolog 0.4.

W tym miejscu należy się Czytelnikowi wyjaśnienie co do charakterystyki samego bohatera tej opowieści. Camillus, od lat młodzieńczych (obecnie właśnie skończył 18 lat) z uwielbieniem zaczytywał się w japońskich komiksach typu shonen (tzw. mangi dla chłopców), które obfitowały w sceny walk rodem ze znanego filmu Matriks, niebezpieczeństwo grożące światu i tym podobne. Sam nawet kilka lat temu - by nie skłamać powiedzmy, że 6 - zaczął uczęszczać na treningi karate, a siły i tężyzny fizycznej nie można mu było odmówić. Choć chłopak został wychowany w porządnej postpeerelowskiej polsko-katolickiej rodzinie i miał mnóstwo bliskich znajomych, to w wolniejszych chwilach pogrążał się w swoim wykreowanym, "małym świecie" przygód. Teraz, mam nadzieję, lepiej zrozumieć można stan jego psyche. Ot nagle zetknął się ze swoimi własnymi wyobrażeniami i marzeniami (?), które są rzeczywiste. Mimo wielkiego zakłopotania, przerażania i wręcz otumanienia, czuł on jednak swoistą pewność. Wiedział bowiem, czym jest np. - wspomniana przez dziwnego agresora - energia.
Lecz powróćmy do głównego toku opowieści.
Camillus pobiegłszy ile sił miał w nogach, znalazł się w ślepym punkcie. W przerażeniu wbiegł do jakiegoś magazynu, z którego nie było widać innego wyjścia niż to, przez które właśnie się dostał. Niestety, nim w ogóle zdążył przybrać postawę odwrotu, przed nim pojawił się jegomość w starym płaszczu. Światło przenikające stare drewniane ściany oświetlało jego szczupłą i ... sylwetką dodając mu więcej grozy. Co!? A co z nią, została .. zabita - młodzieniec rzekł pół-głosem. Był w szoku tak, że przez chwilę zastygł. Na co diabeł odpowiedział - heh, oczywiście - szyderczo parsknął - już nikt nie przeszkodzi Wielkiemu Panu w złapaniu potomka smoczej rasy. Kolejne słowa nasuwające tylko jeszcze więcej pytań. Lecz wtem, dziwny jegomość ponownie użył swojej nadzwyczajnej szybkości, by w mgnieniu oka przewrócić Kamila jednym ruchem mocno na betonową nawierzchnię. Co wystarczyło w połączeniu z wciąż ... szokiem wystarczyło, by unieruchomić naszego bohatera. Demoniczny agresor pochylił się nad nieruchomym acz wciąż świadomym ciałem wyciągając swoją lewą rękę w nieznanym celu. Gdy przybliżył nieludzko wątłą dłoń przed oczyma 18-latka jego wargi poruszyły się tak jakby wypowiadał jakieś zaklęcie w tajemniczym języku. Nagle, wewnętrzna, skierowana na chłopaka, strona dłoni zaczęła stopniowo migotać i świecić. Nie minęło pół-minuty jak Camillus czuł, że powoli opada z sił. Czyżby nieznany przybysz był tego sprawcą? Czy to możliwe, by właśnie wyssał z niego całą energię życiową? W japońskich mangach zwykłe pozbawienie delikwenta KI kończyło się jego niechybną śmiercią, i czy to samo stanie się z Camillusem?
Lecz nie było czasu rozmyślać nad tym. Camillus czuł, że musi coś zrobić, musi znaleźć w sobie resztki sił, by wstać i walczyć. Jak na złość, jedyne do czego był zdolny w tej chwili, to reumatyczne ruchy. Cały się trząsł, a na dodatek utrata przytomności była coraz bliższa. Czuł to. I nic nie zapowiadało zmiany tego tragicznego położenia. Przed oczami Kamila pojawiła się głęboka ciemność. -Czy ja, umarłem!? Czy śnię? - pomyślał. Hej, zaraz, jeśli jestem zdolny do tego.. - przerwał medytacje, gdyż w końcu uprzytomnił sobie, że wciąż żyje. I nawet już nikt nie pozbawiał go energii. Okazało się, że w ostatniej chwili pojawiła się złotowłosa dziewczyna, która w jakiś sposób wykopała napastnika za ścianę baraku. Niestety, jak się niezwłocznie przekonali, był to atak daremny. A raczej jedynie chwilowo odsuwający zagrożenie, gdyż demoniczny napastnik wyglądał rześko i sprawnie - jak tylko mógł by wyglądać. Co gorsza, anielska obrończyni była w niedobrej kondycji: ciężko sapała, z czoła spływała powoli krew i wygląda tak, jakby całych swoich sił używała tylko po to, by utrzymać się sztywno na nogach.

2 maja 2010

Czym jest miłość?

Czym jest miłość?

Garstka refleksji:
W życiu spotykają nas miłe i przyjemne rzeczy na przemian z przykrymi, dobro skażone niejako odrobiną zła; w tym, co na pozór coś wydaje się być dobrym, zawsze kryje się jakieś zło, a w tym, co zdaje się być złe aż do szpiku znajduje się trochę dobra; życiem zatem, rozumiane w ten oto sposób (jako cykl przeżyć, odczuć - fenomenologicznie), można porównać trafnie do róży, która nie dość, iż ma kolce (co może być zilustrowane tak, że "trwanie przy życiu jest bolesne" jak powiadają), to jest na domiar zawinięta.

Są różne stosunki filozofa do napotkanej na swej drodze miłości (bądź to de facto, bądź tylko jako zagadnienia do rozwiązania): pierwsze, niejako Arystotelesowskie, odrzucenie praktykowania tejże na rzecz pełnej i czystej filozoficznej kontemplacji; odrzucenie "małostek" na rzecz "intelektu". I drugie, trochę Pascalowskie, wzięcie jej "na warsztat" i próba jej dogłębnej analizy - co w praktyce kończy się zwykle fiaskiem.

Która z tych dróg jest właściwa filozofowi? Czy miłość w ogóle jest dostępna temu typowi osoby, jaką jest filozof, "prawdofil"? A może właśnie samo umiłowanie p r a w d y stanowi tą jedyną, dostępną mu, formę miłości do płci przeciwnej (o której, może zapomniałem dodać na początku, toczą się me rozważania).

Dobry Bóg raczy wiedzieć,

i nam nie powiedzieć. ;)

29 kwietnia 2010

Zero to też wybór

Zero to też wybór
Dzisiaj ustosunkuję się do aktualnej sytuacji politycznej poprzez pryzmat artykułu autorstwa pana Tomasza Daleckiego (http://www.konserwatyzm.pl/publicystyka.php/Artykul/5679/). Coraz większymi krokami zbliżają się wybory o to, kto zasiądzie na fotelu tragicznie zmarłego Lecha Kaczyńskiego. Przyspieszony tryb wyścigu szczurów nie wróży nic dobrego dla mniej znanych i lubianych przez lud polityków, o takich postaciach jak pan Janusz Korwin Mikke nie wspominając. Zapowiada się, iż jak zwykle wygra zło - czemu wcale się nie dziwię i nie oczekuję jakiejś nagłej zmiany w tej d***kratycznej farsie. Lecz nie o tym chciałbym napomknąć, gdyż bardziej niż wybór między jedynką czy dwójką, białym czy czarnym interesuje mnie powstrzymanie się od głosowania na jakiegokolwiek kandydata - pominięte ku memu zdziwieniu przez autora tekstu ze strony głównej KZM. Powstrzymanie się od dokonania aktu wyboru, a raczej - i bardziej adekwatnie - zagłosowanie na nikogo, jest wg mnie wielce ważnym instrumentem d***kratycznym. Jednym z niewielu przybliżających ten zidiociały ustrój do systemu wolnorynkowego, w którym to konsumenci nie kupując dóbr lub nie korzystając z usług danego producenta, okazują swe niezadowolenie z jakości tychże dóbr lub usług (i nawet świadomość jednostronności tejże relacji - pensje polityków bowiem są niezależne od jakości ich pracy - zdania swego nie zmienię).

Nie głosując na tzw. mniejsze zło (które w istocie zbyt często okazuje się być w rzeczywistości złem nie lepszym od innych) - nie wspierając kandydata, którego poglądy są niekiedy skrajnie sprzeczne z tym, co głosi nasz pierwotny ulubieniec - pokazujemy, iż zaistniała w danej chwili wyborcza konfiguracja wcale nas nie satysfakcjonuje. Wyrażamy po prostu to, co leży nam na sercu (duszy, wątrobie, w głowie etc.) oraz utwierdzamy się w naszej pierwotnej preferencji. Co więcej, pokazujemy wielki środkowy palec obecnemu systemowi, który przeto chcielibyśmy zmienić. Tak, tak.. może to się zdawać naiwne, lecz zaznaczam - ja nie proponuję jakiegoś masowego bojkotu wyborczej szopki czy czegoś podobnego - a wskazuję na trzecią, zgoła rozsądniejszą możliwość poza złem nie lepszym niż inne, czyli wyborem poprzez nie wybieranie.

10 kwietnia 2010

Dzisiaj o poranku rozbił się samolot, na którego pokładzie znajdowali się min. JE Prezydent Lech Kaczyński z żoną, jego ministerialna świta oraz przedstawiciele licznych instytucji na rzecz ofiar Katyńskich.

Jest to tragedia, jak każda nagła i niespodziewana śmierć. Śmierć nie będąca spowodowaną przez naturalne czynniki, choć nijak nie niweluje to statusu utraty życia przez starość, choroby etc.

Ale przechodząc do rzeczy - media trąbią wszem i wobec, jak wielką i ogromną tragedią jest odejście tak wielkich ludzi, co domaga się wręcz sprowadzenia do pionu, choć jeszcze za mało czasu minęło. Związku z czym chciałbym.. nie, apeluję - mimo wszystko - o zdrowy rozsądek.

Drodzy Państwo, życie jest życiem, czy to Prezydenta, czy Posła, czy rektora uczelni o nie wiem, jak wielkim prestiżu. Wobec Boga i Jego sądu wszyscy jesteśmy ostatecznie równi.

Choć nie zgadzam się z poglądami śp. Lecha Kaczyńskiego i jego administracji, i ostatnią rzeczą, jaką bym powiedział o jego kadencji, to to, iż była korzystna dla Polski - to jako człowiekowi należy mu się szacunek i będę się modlił o przychylniejszy dla niego wyrok.

Tak więc, w intencji WSZYSTKICH ofiar porannego wypadku oraz wszystkich pozostałych, którzy odeszli z tego świata:

Wieczny odpoczynek racz zmarłym dać Panie,
a światłość wiekuista niechaj im świeci.
Niech odpoczywają w pokoju wiecznym.
AMEN,


[*]

12 marca 2010

Patrz, gdzie stąpasz!

Od jakiegoś czasu zaczyna funkcjonować powiedzenie, że jak jakiś teren w zimie jest nieodśnieżony, wiosną zasrany, w lecie zaśmiecony i zarośnięty trawą a jesienią zawalony liśćmi, to na pewno jest to teren miasta

Tymi smutnymi acz prawdziwymi słowami zaczyna się artykuł na pierwszej stronie jednego z dzielnicowych okólników. Autor tekstu omawia w nim pokrótce stan funkcjonowania służb porządkowych (tych drugich), narzeka na marnotrawstwo urzędników i generalnie jego teza przewodnia wpisuje się w tzw. schemat "bystry wzrok, kiepskie wnioski". To prawda, iż nasze ulice i podwórka są raczej kiepsko prowadzone. Ale co jest tego powodem? Marnotrawstwo urzędników, lenistwo i nieuczciwość sprzątaczy i zarządców poszczególnych bloków? Cóż, są to z pewnością trafne spostrzeżenie jednakowoż nie trafiają one w sedno. Są to raczej skutki niż przyczyny. Co jest więc przyczyną? Otóż zagmatwana sytuacja prawna gruntów objawiająca się np. dziwacznym tworem zwanym własność wspólna, własność komunalna, własność publiczna etc. Założenia teorii dóbr publicznych są piękne, ale niestety praktyka od niej odbiega, gdyż człowiek ma jakby naturalną tendencję do dbania tylko o swoje. Wyprzedzając ewentualnych moralizatorów, zarówno z lewej jak i prawej strony, trzeba stwierdzić, iż tak po prostu jest; czasem wychodzi to na zdrowie (tj. rozwój innowacji,wzrost dobrobytu), a czasem nie. Koncepcja własności prywatnej jest prosta: ja mam mieszkanie, z którego istnienia czerpie różne korzyści (tj. schronienie, izolacje od innych), więc jeśli zależy mi na - przynajmniej - podtrzymaniu tychże, to powinienem dbać o stan swego lokum tak, aby służyło mi jak najdłużej. Nie trzeba genialnego umysłu, by odnieść to do pozostałych dóbr, tj. bloki, podwórka, ulice oraz wywnioskować z tego konkluzje - rozwiązaniem kwestii własności, o której jakość nikt nie chce się starać - gdyż choć to jego dotyczy (bezpośrednio lub pośrednio), ale nie został do niej "przywiązany" - jest prywatyzacja, nacjonalizacja czy też uspołecznienie. Oddanie, przekazanie, sprzedaż.. blokowisk ich prawdziwym użytkownikom, a nie urzędnikom. Urzeczywistnienie idei wspólnot mieszkaniowych" czy mieszkań własnościowych z nic nie znaczących kropek na papierze w realnie istniejące relacje. Relacje między użytkownikami a mieniem, które oni użytkują.

12 stycznia 2010

Garstka myśli

Czymże było by Dobro, gdyby nie było Zła? Czymże był by dzień bez nocy? Jak doceniłbyś światło pozbawione cienia? Jak byś je wyróżnił?

Idealizm jest niebezpieczną doktryną, gdyż głosi beznadziejność rzeczywistości zastanej, która jest naszym jedynym światem.
Ideały przemijały, próbowały zmieniać świat, choć ten pozostawał zawsze niewzruszony.
Ideały - mające na celu diametralną przemianę rzeczywistości, którą zwykle nie doceniały, ignorowały, deprecjonowały - powodowały wojny i nienawiść, których nieuniknionym skutkiem była śmierć i zniszczenie na skalę niekiedy większą niż to, co było ich zapalnikiem. Nie bez kozery powiada się - całkiem słusznie - o tym, iż dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane, gdyż liczą się uczynki, dobre uczynki, a jedynym, wartym realizacji, ideałem jest ten, który wywodzi się z rzeczywistości stworzonej przez Jedynego Stwórcę; a nie próbuje wywodzić z siebie tejże. Zatem prawdziwym ideałem jest Chrześcijaństwo, które mówi: Żyj z dnia na dzień, lecz odrzuć carpie diem; żyj tak, jak byś miał jutro stanąć przed obliczem Pana, który rozliczy Cię z każdej godziny, każdej minuty, sekundy.. którą Tobie podarował. Żyj w pełni, ale szanuj ten Dar - oto prawdziwy ideał.