22 kwietnia 2012
"Człowiek, który był sobą"
Czy można napisać recenzję Biblii? Pomijając to, czy autor rzekomej recenzji byłby wierzący, czy niewierzący; czy byłby katolikiem, czy protestantem - jest to raczej zadanie trudne. Dlatego ja ograniczę się do przedstawienia dziełka - znacznie krótszego w ilość stron - lecz niekoniecznie uboższego w treść, a mianowicie "Człowieka, który był czwartkiem".
"Człowiek, który był czwartkiem" jest krótkim opowiadaniem wybitnego angielskiego pisarza Gilberta Keith Chestertona opowiadającym.. No właśnie, o czym? Pytanie wcale nie błahe. Wymieńmy zatem poszczególne elementy: perypetie detektywa poety (a raczej poety detektywa) oraz jego kolegów, działalność zakonspirowanej grupy terrorystycznej, rewolucja polityczna i obalenie porządku, romantyczna przygoda, zagadki kryminalne mrocznego Londynu, biblijna egzegeza księgi Rodzaju.. czy to aby wyczerpuje listę? Nie sądzę. Dzieło Chestertona bowiem jest tak głębokie, tak bogate w treść i wielowątkowość, iż trudno je jednoznacznie zakwalifikować, chociaż sam twórca dodaje - wyjaśniając, iż nie należy jej rozumieć zbyt opacznie spodziewając się bezpośrednio wyłożonej puenty, że "Człowiek, który był czwartkiem, czyli koszmar"-"To nie miało przewidywać świata takim, jakim był albo takim, jakim mi się zdawał, że był. Nawet gdy moje myśli były znacznie mniej ustalone niż są teraz."[1] To znaczy realnej rzeczywistości, iż Chesterton nie stawiał sobie za cel stworzenia beznamiętnego i pozbawionego jakiejkolwiek domieszki swoich odczuć (jak ślady stóp odciśnięte w kamieniu) dzieła literackiego w rodzaju "Lalki" Aleksandra Głowackiego czy "Chłopów" Władysława Reymonta. Cóż zatem chciał opisać i opisał Chesterton w swoim opowiadanku? Świat pełen iluzji, zwątpienia, rozpaczy, zgodny - jak podkreśla autor - z ogólnym stanowiskiem współczesnych mu pesymistów[2]. Lecz wśród całego ciężaru smutku i rozpaczy, Chesterton pozostawia rąbka nadziei i w pewnym sensie otuchy, zarówno bohaterom całej farsy (począwszy od Gabriela Syme'a, skończywszy na Gogolu i doktorze Bullu), jak i czytelnikom. "Lekkim przebłyskiem nadziei" - jak pisze - "w jakby podwójnym znaczeniu zwątpienia, które odczuwali nawet pesymiści w swoisty chwilowy sposób"[3].
"Człowiek, który był czwartkiem" był - może z chronologicznego porządku rzeczy patrząc - pierwszym opowiadaniem Chestertona, którego lektura sprawia mi nie wypowiedzianą przyjemność (a może raczej szukanie tejże w ciągłej udręce wydarzeń). Nie mogłem się od niej oderwać bez pojawienia się jakiegoś naprawdę "koniecznego czynnika". Czytałem ją, ba, wdychałem jej atmosferę. Chociaż nie jest dzieło pokroju współczesnym nam "Czerwonych październików" Clancy'ego, czy dreszczowców Koontz'a lub Mastertona (nie ma tam morza krwi, wybuchów, brutalnych morderstw, chociaż jest jeden pościg!), to z całą pewnością jest ono konieczne do przeczytania dla każdego, a zwłaszcza dla tego czytelnika, który rozpatrując kwestie "wyższości" anarchii nad porządek (lub odwrotnie) zagubił gdzieś głębszy, jakby metafizyczny sens rzeczy.
[1]"It was not intended to describe the real world as it was, or as I thought it was, even when my thoughts were considerably less settled than are now. It was intended to describe the world of wild doubt and despair, which the pessimsts were generally describing at that date; with just a gleam of hope in some double meaning of the doubt, which even the pessimists felt in some fitful fashion.", G.K. Chesterton, "The man who was thursday", Wordsworth Classics, 1995, Extract from an article by G. K. Chesterton concerning The Man who was thursday published in the Illustrated London News 13 June 1936.
[2] Ibidem.
[3] Ibidem.
7 grudnia 2011
LOGOS
Dzisiaj pragnę podzielić się z Wami, drodzy Czytelnicy, odrobinę pięknej poezji.
Today I wish to share with ye, dear Readers, a bit of beatiful lirycs.
"Alexandra
SEA-KINGS’ daughter from over the sea,
Alexandra!
Saxon and Norman and Dane are we,
But all of us Danes in our welcome of thee,
Alexandra!
Welcome her, thunders of fort and fleet!
Welcome her, thundering cheer of the street!
Welcome her, all things youthful and sweet!
Scatter the blossom under her feet!
Break, happy land, into earlier flowers!
Make music, O bird, in the new-budded bowers!
Blazon your mottoes of blessing and prayer!
Welcome her, welcome her, all that is ours!
Warble, O bugle, and trumpet, blare!
Flags, flutter out upon turrets and towers!
Flames, on the windy headland flare!
Utter your jubilee, steeple and spire!
Clash, ye bells, in the merry March air!
Flash, ye cities, in rivers of fire!
Rush to the roof, sudden rocket, and higher
Melt into stars for the land’s desire!
Roll and rejoice, jubilant voice,
Roll as a ground-swell dash’d on the strand,
Roar as the sea when he welcomes the land,
And welcome her, welcome the land’s desire,
The sea-king’ daughter as happy as fair,
Blissful bride of a blissful heir,
Bride of the heir of the kings of the sea –
O joy to the people and joy to the throne,
Come to us, love us and make us your own:
For Saxon or Dane or Norman we,
Teuton or Celt, or whatever we be,
We are each all Dane in our welcome of thee,
Alexandra!"
"A dedication
DEAR, near and true - no truer Time himself
Can prove you, tho' he make you evermore
Dearer and nearer, as the rapid of life
Shoots to the fall - take this and pray that he,
Who wrote it, honouring your sweet faith in him,
May trust himself; and spite of praise and scorn,
As one who feels the immeasurable world,
Attain the wise indiffirence of the wise;
And after Autumn past - if left to pass
His automn into seeming-leafless days -
Draw toward the long frost and longest night,
Wearing his wisdom lightly, like the fruit
Which in our winter woodland looks a flower."
By Lord Alfred Tonnyson,
"The poems od Alfred Tonnyson", vol. 2, 1857-1869, London&Toronto, published by J.M. Dent&Sons ltd& in New york by E.P.Dutton&CO.
Today I wish to share with ye, dear Readers, a bit of beatiful lirycs.
"Alexandra
SEA-KINGS’ daughter from over the sea,
Alexandra!
Saxon and Norman and Dane are we,
But all of us Danes in our welcome of thee,
Alexandra!
Welcome her, thunders of fort and fleet!
Welcome her, thundering cheer of the street!
Welcome her, all things youthful and sweet!
Scatter the blossom under her feet!
Break, happy land, into earlier flowers!
Make music, O bird, in the new-budded bowers!
Blazon your mottoes of blessing and prayer!
Welcome her, welcome her, all that is ours!
Warble, O bugle, and trumpet, blare!
Flags, flutter out upon turrets and towers!
Flames, on the windy headland flare!
Utter your jubilee, steeple and spire!
Clash, ye bells, in the merry March air!
Flash, ye cities, in rivers of fire!
Rush to the roof, sudden rocket, and higher
Melt into stars for the land’s desire!
Roll and rejoice, jubilant voice,
Roll as a ground-swell dash’d on the strand,
Roar as the sea when he welcomes the land,
And welcome her, welcome the land’s desire,
The sea-king’ daughter as happy as fair,
Blissful bride of a blissful heir,
Bride of the heir of the kings of the sea –
O joy to the people and joy to the throne,
Come to us, love us and make us your own:
For Saxon or Dane or Norman we,
Teuton or Celt, or whatever we be,
We are each all Dane in our welcome of thee,
Alexandra!"
"A dedication
DEAR, near and true - no truer Time himself
Can prove you, tho' he make you evermore
Dearer and nearer, as the rapid of life
Shoots to the fall - take this and pray that he,
Who wrote it, honouring your sweet faith in him,
May trust himself; and spite of praise and scorn,
As one who feels the immeasurable world,
Attain the wise indiffirence of the wise;
And after Autumn past - if left to pass
His automn into seeming-leafless days -
Draw toward the long frost and longest night,
Wearing his wisdom lightly, like the fruit
Which in our winter woodland looks a flower."
By Lord Alfred Tonnyson,
"The poems od Alfred Tonnyson", vol. 2, 1857-1869, London&Toronto, published by J.M. Dent&Sons ltd& in New york by E.P.Dutton&CO.
24 października 2011
14 sierpnia 2011
WNP1 - Saga 1 - Napaść
Świt rozpoczął swoją egzystencję wokół świata, na którym toczy się opisywana akcje. Przywitał on jednak tragiczną wiadomość - Największe Zło, jakie mogło się pojawić, zostało przebudzone. Król demonów został ponownie powołany do życia.
W tym samym czasie, gdy promienie słońca witały nowy dzień, nasi bohaterowie zdołali dotrzeć do swojej przystani, tj. do domu Mistrza Sztuk Walki. Byli sfrustrowani i wyczerpali, tak fizycznie jak psychicznie, lecz bardziej niż to, oddziaływał na nich lęk i trwoga dotychczas minionych chwil. Mistrz przywitał ich z nieukrywaną radością i ulgą, iż udało im się ujść z życiem. Jednak sami zainteresowani nie mogli podobnego komforty. Tak naprawdę, Mistrz także nie czuł się w pełni spokojny, gdyż intuicyjnie wiedział o przebudzeniu Deamona. Z wrodzonego jednak charakteru oraz nie chcąc zakłócać odpoczynku swojej córki oraz jej towarzyszy, wstrzymał jakikolwiek osąd.
Ponieważ jednak powieść musi iść dalej swoim torem, przenieśmy się teraz w inną czasoprzestrzeń, do wschodniej wartowni Regnalii.
- Polej jeszcze trunku, godziwy towarzyszu rycerzu. -Nie, jesteś zalany w trupa mój towarzyszu, a wiesz, że mamy pilnować wschodnich rubieży naszej ojczyzny - odpowiedział ze zdecydowaniem strażnik wieży, która znajdowała się na wschodniej granicy królestwa. -Ale cóż się może zdarzyć w tak spokojny dzień. Zresztą nasza służba kończy się w południe. Odrzekł, nieco bełkocząc drugi rycerz. -Ech, niech Ci będzie. Z niechęcią odpowiedział jego towarzysz z warty, któremu otwarcie zależało na zakończenie zadania. Gdy tylko zdołał nalać swemu kompanowi, ten powiedział: -Nie może być!? - Cóż takiego - odrzekł kompan. Armia demonów i goblinów w ilości setek, a nawet tysięcy - powiedział czerwononosy rycerz poważniejszym tonem jakby dopiero, co wstał z łóżka. Jego trzeźwy kompan nie mógł uwierzyć własnym oczom, lecz mimo ciągłych wątpliwości w końcu postanowił zawiadomić innych towarzyszy za pomocą specjalnego komunikatu. Nim jednak zdołał to uczynić, święcąca kometa uderzyła w wieżę, niwecząc wszelkie ich wysiłki. To któryś z ohydnych i brutalnych potworów zaatakował.
Nie ma wątpliwości, iż armia goblinów, orków oraz wszelkich innych złoczyńców rozpoczęła swój atak na Regnalię. Cóż wydarzy się dalej?
W tym samym czasie, gdy promienie słońca witały nowy dzień, nasi bohaterowie zdołali dotrzeć do swojej przystani, tj. do domu Mistrza Sztuk Walki. Byli sfrustrowani i wyczerpali, tak fizycznie jak psychicznie, lecz bardziej niż to, oddziaływał na nich lęk i trwoga dotychczas minionych chwil. Mistrz przywitał ich z nieukrywaną radością i ulgą, iż udało im się ujść z życiem. Jednak sami zainteresowani nie mogli podobnego komforty. Tak naprawdę, Mistrz także nie czuł się w pełni spokojny, gdyż intuicyjnie wiedział o przebudzeniu Deamona. Z wrodzonego jednak charakteru oraz nie chcąc zakłócać odpoczynku swojej córki oraz jej towarzyszy, wstrzymał jakikolwiek osąd.
Ponieważ jednak powieść musi iść dalej swoim torem, przenieśmy się teraz w inną czasoprzestrzeń, do wschodniej wartowni Regnalii.
- Polej jeszcze trunku, godziwy towarzyszu rycerzu. -Nie, jesteś zalany w trupa mój towarzyszu, a wiesz, że mamy pilnować wschodnich rubieży naszej ojczyzny - odpowiedział ze zdecydowaniem strażnik wieży, która znajdowała się na wschodniej granicy królestwa. -Ale cóż się może zdarzyć w tak spokojny dzień. Zresztą nasza służba kończy się w południe. Odrzekł, nieco bełkocząc drugi rycerz. -Ech, niech Ci będzie. Z niechęcią odpowiedział jego towarzysz z warty, któremu otwarcie zależało na zakończenie zadania. Gdy tylko zdołał nalać swemu kompanowi, ten powiedział: -Nie może być!? - Cóż takiego - odrzekł kompan. Armia demonów i goblinów w ilości setek, a nawet tysięcy - powiedział czerwononosy rycerz poważniejszym tonem jakby dopiero, co wstał z łóżka. Jego trzeźwy kompan nie mógł uwierzyć własnym oczom, lecz mimo ciągłych wątpliwości w końcu postanowił zawiadomić innych towarzyszy za pomocą specjalnego komunikatu. Nim jednak zdołał to uczynić, święcąca kometa uderzyła w wieżę, niwecząc wszelkie ich wysiłki. To któryś z ohydnych i brutalnych potworów zaatakował.
Nie ma wątpliwości, iż armia goblinów, orków oraz wszelkich innych złoczyńców rozpoczęła swój atak na Regnalię. Cóż wydarzy się dalej?
17 lipca 2011
WNP - Saga 1.1.
W tym właśnie czasie, gdy walka rozgorzała na dobre, główny kapłan kończył swoje zaklęcia i inklinacje. Wraz z ich końcem Camilo czuł coraz większy ból, zupełnie jakby ktoś wydzierał mieczem część jego ciała. Chociaż jego ciało było praktycznie nienaruszone.
Gdy Agnes z Mariem zdołali przedrzeć się przez ścianę kilkudziesięciu brutalnych kolosów, ceremonia przebudzenia dochodziła do swego końca. Przybrudzone i starodawne popiersie znajdujące się po środku ołtarza zaczynało się poruszać, pękać pod naporem dziwnego światła jakiejś niezidentyfikowanej energii, mocy wydobywającego się spod kamiennego dzieła sztuki. Zanim jednak pękło, wydając złowrogi owoc, duet wojowników zdołał uwolnić pół-przytomnego Camilo z więzów. Już prawie uchodząc, stali się jednak świadkami przebudzenia tajemniczego zła, będącego sednem całej tej opowieści. Posąg rozprysnął się na policzalną ilość kawałków pod naporem światła, które wybuchło mocą nieprzeniknioną, wstrząsając przy okazji całą świątynią tak bardzo, że prawie cała komnata pokryta została w pyle. Zza pyłu ukazała się wnet przerażająca i straszliwa sylwetka.
Przerażona trójka stała przez chwilę osłupiała, lecz wystarczająco szybko, żeby zrozumieć, co się stało, uciekła z komnaty używając jednej z klasycznych technik szybkiego przemieszczenia się. Uciekli. W tym samym czasie pył zaczął opadać odsłaniając to, co zakryła. Straszliwa postać wyłoniła się z ciemności. Król Demonów powrócić do świata żywych. Był pokryty dziwną, ciemno-czarną, przypominającą skórę, tkaniną lub skórą, na głowie miał rogi przypominające rogi byka. Był wysoki na może dwa, czy dwa i pół metra. Taki mógł być pobieżny opis tego dziwnego stwora. I zapewne jakichś Ziemianin czy chrześcijanin mówiąc krócej, mógłby tę postać okrzyknąć po prostu mianem diabła czy inszego Szatana. I bez powodu. Przynajmniej, znając jej charakter i usposobienie. Postać ta bowiem - jak to się przyjęło mówić - czerpie i czerpała od zawsze przyjemność z niesienia zła i trwogi ludziom oraz wszelakim innym istotom żywym.
Wracając jednak do opisu sytuacji. Szybko powróciwszy do stanu czuwania generalny kapłan wydał rozkaz, aby pojmać zbiegów, którym udało się "cudem" wyśliznąć. Jednak Demon odrzekł głosem spokojnym acz stanowczym: - Zostawcie ich. Zdziwiony Kapłan odparł już bardziej potulnym i uniżonym tonem: - Cóż takiego!? Ale.. Demon zwrócił się ku Kapłanowi i powiedział: - Nie ma potrzeby ścigać tych słabeuszy. Powróciłem do życia, dzięki dawce energii uzyskanej od tamtego chłopaka. Teraz nastanie na powrót Era Ciemności i panowania Króla królów, a każdy, kto sprzeciwi się nowemu porządkowi, zostanie usunięty. Także tamci, jeśli tylko przeciwstawią choćby palec przeciwko mnie! W tym momencie jaskinię ogarnęła złowroga cisza połączona z pewną ekscytacją znajdujących się w niej "osób".
Tak, to prawda, teraz nastąpi koniec.
W promieniach wschodzącego słońca zwiastującego dzień, Agnes, Mario i Camilo biegli w stronę swojego domu. Ich myśli były co najmniej zmieszane. Zwłaszcza myśli Mario i Agnes, którzy jako jedyni naprawdę wiedzieli, co się teraz stanie.
Co zrobi główny bohater? Jaki będzie następny ruch Daemona?
Gdy Agnes z Mariem zdołali przedrzeć się przez ścianę kilkudziesięciu brutalnych kolosów, ceremonia przebudzenia dochodziła do swego końca. Przybrudzone i starodawne popiersie znajdujące się po środku ołtarza zaczynało się poruszać, pękać pod naporem dziwnego światła jakiejś niezidentyfikowanej energii, mocy wydobywającego się spod kamiennego dzieła sztuki. Zanim jednak pękło, wydając złowrogi owoc, duet wojowników zdołał uwolnić pół-przytomnego Camilo z więzów. Już prawie uchodząc, stali się jednak świadkami przebudzenia tajemniczego zła, będącego sednem całej tej opowieści. Posąg rozprysnął się na policzalną ilość kawałków pod naporem światła, które wybuchło mocą nieprzeniknioną, wstrząsając przy okazji całą świątynią tak bardzo, że prawie cała komnata pokryta została w pyle. Zza pyłu ukazała się wnet przerażająca i straszliwa sylwetka.
Przerażona trójka stała przez chwilę osłupiała, lecz wystarczająco szybko, żeby zrozumieć, co się stało, uciekła z komnaty używając jednej z klasycznych technik szybkiego przemieszczenia się. Uciekli. W tym samym czasie pył zaczął opadać odsłaniając to, co zakryła. Straszliwa postać wyłoniła się z ciemności. Król Demonów powrócić do świata żywych. Był pokryty dziwną, ciemno-czarną, przypominającą skórę, tkaniną lub skórą, na głowie miał rogi przypominające rogi byka. Był wysoki na może dwa, czy dwa i pół metra. Taki mógł być pobieżny opis tego dziwnego stwora. I zapewne jakichś Ziemianin czy chrześcijanin mówiąc krócej, mógłby tę postać okrzyknąć po prostu mianem diabła czy inszego Szatana. I bez powodu. Przynajmniej, znając jej charakter i usposobienie. Postać ta bowiem - jak to się przyjęło mówić - czerpie i czerpała od zawsze przyjemność z niesienia zła i trwogi ludziom oraz wszelakim innym istotom żywym.
Wracając jednak do opisu sytuacji. Szybko powróciwszy do stanu czuwania generalny kapłan wydał rozkaz, aby pojmać zbiegów, którym udało się "cudem" wyśliznąć. Jednak Demon odrzekł głosem spokojnym acz stanowczym: - Zostawcie ich. Zdziwiony Kapłan odparł już bardziej potulnym i uniżonym tonem: - Cóż takiego!? Ale.. Demon zwrócił się ku Kapłanowi i powiedział: - Nie ma potrzeby ścigać tych słabeuszy. Powróciłem do życia, dzięki dawce energii uzyskanej od tamtego chłopaka. Teraz nastanie na powrót Era Ciemności i panowania Króla królów, a każdy, kto sprzeciwi się nowemu porządkowi, zostanie usunięty. Także tamci, jeśli tylko przeciwstawią choćby palec przeciwko mnie! W tym momencie jaskinię ogarnęła złowroga cisza połączona z pewną ekscytacją znajdujących się w niej "osób".
Tak, to prawda, teraz nastąpi koniec.
W promieniach wschodzącego słońca zwiastującego dzień, Agnes, Mario i Camilo biegli w stronę swojego domu. Ich myśli były co najmniej zmieszane. Zwłaszcza myśli Mario i Agnes, którzy jako jedyni naprawdę wiedzieli, co się teraz stanie.
Co zrobi główny bohater? Jaki będzie następny ruch Daemona?
7 maja 2011
Więcej broni palnej, mniej przestępstw - Dinesh D' Souza
WIĘCEJ BRONI PALNEJ, MNIEJ PRZESTĘPSTW[1]
Drogi Chrisie!
Z rozbawieniem przeczytałem Twoją relację z pogadanki na temat bezpieczeństwa osobistego, którą urządzono po ataku na studentkę w jej akademiku. Mówisz, że straż uniwersytecka doradziła studentom, aby w konfrontacji z przestępcą obrali metodę „biernego oporu". To prawda, że kiedy nieuzbrojona osoba stanie naprzeciwko uzbrojonego przestępcy, bierny opór generalnie jest lepszy od „czynnej obrony". A to dlatego, że „czynna obrona" generalnie ogranicza się do użycia pięści, nóg i strun głosowych, a poza tym nie sprawdza się dla kobiet, ponieważ napastnikami niemal w stu procentach są mężczyźni, z reguły znacznie silniejsi od kobiet. Zdecydowanie najlepsza obrona przed zagrożeniem ze strony kryminalisty to mieć pistolet i umieć się nim posługiwać.
Fakt, że broń palna odstrasza przestępców, jest znany wielu liberałom, zwłaszcza tym politykom i publicznym osobistościom, którzy najgłośniej domagają się ograniczenia dostępu do niej. Weźmy Richarda Daleya, burmistrza Chicago, albo pierwszego lepszego gwiazdora hollywoodzkiego. Ludzie ci powtarzają jak nakręceni, że nie ma żadnych korzyści z posiadania broni, ale wielu z nich zatrudnia pełnoetatowych ochroniarzy, którzy wszędzie z nimi chodzą. Cóż za hipokryci z tych liberałów! Burmistrz Daley nie postawiłby stopy w najbardziej zagrożonych przestępczością okolicach Chicago bez hordy uzbrojonych goryli. Tymczasem mieszkający tam ludzie, w przeważającej części ubodzy, muszą nieustannie mierzyć się z niebezpieczeństwem, lecz burmistrz Daley nie chce dać im możliwości skutecznej obrony.
A co z policją? Czy jej zadaniem nie jest ochrona ludzi? Tak, ale wiesz równie dobrze jak ja, Chrisie, że typowy policjant na kampusie ma znacznie więcej wprawy w sięganiu po pączka niż po pistolet. Poza tym jak często policja jest na miejscu w chwili przestępstwa? Z reguły pojawiają się po fakcie i próbują wytropić przestępcę. Najlepszą obroną dla zaatakowanej osoby nie jest wezwanie policji, która nie zdąży pomóc, tylko wyciągnięcie ukrytej broni. Ponieważ sprawców wielu przestępstw w ogóle się nie wykrywa, policja być może jest mniejszym straszakiem na przestępców niż świadomość, że zamierzona ofiara może mieć przy sobie broń.
Spekulacje te zyskały empiryczne potwierdzenie dzięki ekonomiście z Yale Johnowi Lottowi, który w książce More Guns, Less Crime zawarł wyniki największych jak dotąd badań na temat skutków przepisów ograniczających posiadanie broni. Lott i jego współpracownicy przez ponad dwadzieścia lat badali sytuację w każdym hrabstwie, by stwierdzić, że im bardziej restrykcyjne przepisy, tym wyższe wskaźniki przestępczości! Ogólnie rzecz biorąc, kiedy hrabstwo pozwoli poczytalnym, nie notowanym osobom nosić broń, wskaźniki przestępczości spadają. Kiedy zaś hrabstwo wprowadza przepisy utrudniające zakup i noszenie broni praworządnym obywatelom, liczba popełnianych przestępstw idzie do góry. Powód jest nie tylko taki, że posiadacze pistoletów mogą się bronić przeciwko przestępcom, ale również że kryminaliści są mniej skorzy do popełniania przestępstw przeciwko osobom, jeśli nie wiedzą, kto jest uzbrojony, a kto nie jest.
A co z „rozsądnymi" ograniczeniami, takimi jak wywiad środowiskowy, obowiązkowy okres oczekiwania, obowiązek montowania bezpieczników i wymóg, żeby broń była trzymana w miejscu niewidocznym i niedostępnym dla dzieci? Lott pokazuje, że wywiad środowiskowy sprawdza się w bardzo nikłym stopniu, ponieważ nie zapobiega nabywaniu broni przez przestępców. Obowiązkowe okresy oczekiwania mają tylko taki skutek, że odsuwają moment, kiedy porządni ludzie przestają być zdani na łaskę kryminalistów. Może będziesz zaskoczony, Chrisie, ale liczba dzieci, które giną na skutek nieumyślnego postrzelenia się bronią palną, jest bardzo niewielka: trzydzieści do pięćdziesięciu przypadków rocznie. Oczywiście każda śmierć jest tragedią, ale nieporównanie więcej dzieci topi się w basenach i wannach albo ginie w wypadkach samochodowych. Tak, posiadacze broni powinni trzymać swoje strzelby i pistolety pod kluczem, poza zasięgiem dzieci, ale broń musi być pod ręką, w razie gdyby okazała się potrzebna.
To wszystko nie zmienia faktu, że broń palna jest niebezpieczna, podobnie jak samochody. Lekkomyślne obchodzenie się z bronią, identycznie jak z samochodami, może prowadzić do wypadków i cierpienia. Potrzebujemy przepisów ograniczających posiadanie broni. National Rifle Association opowiada się za zakazem sprzedaży broni skazanym przestępcom i osobom nieletnim, jak również za obowiązkiem sprawdzania przez sprzedawcę w skomputeryzowanym systemie, czy klient nie jest notowany. Posiadacze broni muszą być również wyszkoleni, a żadna organizacja nie zapewnia lepszego i bardziej kompleksowego szkolenia niż NRA.
Skupienie się przez liberałów wyłącznie na niebezpieczeństwach związanych z bronią palną może nas zaślepić na fakt, że pistolety, podobnie jak samochody, czynią nasze życie lepszym i bezpieczniejszym. Dlaczego? Bo dzięki nim łatwiej jest nam się bronić. Broń palna wyrównuje szansę kobiet, neutralizując przewagę siły napastników płci męskiej. Dla ludzi, którzy mieszkają w niebezpiecznych dzielnicach i wykonują niebezpieczny zawód — na przykład prowadzą sklep spożywczy albo jeżdżą taksówką— posiadanie broni jest bez mała koniecznością.
Po zakończeniu swoich badań John Lott, łagodny w obejściu profesor z Yale, poszedł kupić 9-milimetrowego rugera. Jeśli ataki na kampusie będą się powtarzały, Chrisie, to radzę Ci zrobić sobie przerwę w nauce i pójść po pistolet.
[1] "Listy do młodego konserwatysty", Dinesh D'Souza, przekł. Tomasz Bieruń, Zysk i S-Ka Wydawnictwo, Poznań 2002 r.
Drogi Chrisie!
Z rozbawieniem przeczytałem Twoją relację z pogadanki na temat bezpieczeństwa osobistego, którą urządzono po ataku na studentkę w jej akademiku. Mówisz, że straż uniwersytecka doradziła studentom, aby w konfrontacji z przestępcą obrali metodę „biernego oporu". To prawda, że kiedy nieuzbrojona osoba stanie naprzeciwko uzbrojonego przestępcy, bierny opór generalnie jest lepszy od „czynnej obrony". A to dlatego, że „czynna obrona" generalnie ogranicza się do użycia pięści, nóg i strun głosowych, a poza tym nie sprawdza się dla kobiet, ponieważ napastnikami niemal w stu procentach są mężczyźni, z reguły znacznie silniejsi od kobiet. Zdecydowanie najlepsza obrona przed zagrożeniem ze strony kryminalisty to mieć pistolet i umieć się nim posługiwać.
Fakt, że broń palna odstrasza przestępców, jest znany wielu liberałom, zwłaszcza tym politykom i publicznym osobistościom, którzy najgłośniej domagają się ograniczenia dostępu do niej. Weźmy Richarda Daleya, burmistrza Chicago, albo pierwszego lepszego gwiazdora hollywoodzkiego. Ludzie ci powtarzają jak nakręceni, że nie ma żadnych korzyści z posiadania broni, ale wielu z nich zatrudnia pełnoetatowych ochroniarzy, którzy wszędzie z nimi chodzą. Cóż za hipokryci z tych liberałów! Burmistrz Daley nie postawiłby stopy w najbardziej zagrożonych przestępczością okolicach Chicago bez hordy uzbrojonych goryli. Tymczasem mieszkający tam ludzie, w przeważającej części ubodzy, muszą nieustannie mierzyć się z niebezpieczeństwem, lecz burmistrz Daley nie chce dać im możliwości skutecznej obrony.
A co z policją? Czy jej zadaniem nie jest ochrona ludzi? Tak, ale wiesz równie dobrze jak ja, Chrisie, że typowy policjant na kampusie ma znacznie więcej wprawy w sięganiu po pączka niż po pistolet. Poza tym jak często policja jest na miejscu w chwili przestępstwa? Z reguły pojawiają się po fakcie i próbują wytropić przestępcę. Najlepszą obroną dla zaatakowanej osoby nie jest wezwanie policji, która nie zdąży pomóc, tylko wyciągnięcie ukrytej broni. Ponieważ sprawców wielu przestępstw w ogóle się nie wykrywa, policja być może jest mniejszym straszakiem na przestępców niż świadomość, że zamierzona ofiara może mieć przy sobie broń.
Spekulacje te zyskały empiryczne potwierdzenie dzięki ekonomiście z Yale Johnowi Lottowi, który w książce More Guns, Less Crime zawarł wyniki największych jak dotąd badań na temat skutków przepisów ograniczających posiadanie broni. Lott i jego współpracownicy przez ponad dwadzieścia lat badali sytuację w każdym hrabstwie, by stwierdzić, że im bardziej restrykcyjne przepisy, tym wyższe wskaźniki przestępczości! Ogólnie rzecz biorąc, kiedy hrabstwo pozwoli poczytalnym, nie notowanym osobom nosić broń, wskaźniki przestępczości spadają. Kiedy zaś hrabstwo wprowadza przepisy utrudniające zakup i noszenie broni praworządnym obywatelom, liczba popełnianych przestępstw idzie do góry. Powód jest nie tylko taki, że posiadacze pistoletów mogą się bronić przeciwko przestępcom, ale również że kryminaliści są mniej skorzy do popełniania przestępstw przeciwko osobom, jeśli nie wiedzą, kto jest uzbrojony, a kto nie jest.
A co z „rozsądnymi" ograniczeniami, takimi jak wywiad środowiskowy, obowiązkowy okres oczekiwania, obowiązek montowania bezpieczników i wymóg, żeby broń była trzymana w miejscu niewidocznym i niedostępnym dla dzieci? Lott pokazuje, że wywiad środowiskowy sprawdza się w bardzo nikłym stopniu, ponieważ nie zapobiega nabywaniu broni przez przestępców. Obowiązkowe okresy oczekiwania mają tylko taki skutek, że odsuwają moment, kiedy porządni ludzie przestają być zdani na łaskę kryminalistów. Może będziesz zaskoczony, Chrisie, ale liczba dzieci, które giną na skutek nieumyślnego postrzelenia się bronią palną, jest bardzo niewielka: trzydzieści do pięćdziesięciu przypadków rocznie. Oczywiście każda śmierć jest tragedią, ale nieporównanie więcej dzieci topi się w basenach i wannach albo ginie w wypadkach samochodowych. Tak, posiadacze broni powinni trzymać swoje strzelby i pistolety pod kluczem, poza zasięgiem dzieci, ale broń musi być pod ręką, w razie gdyby okazała się potrzebna.
To wszystko nie zmienia faktu, że broń palna jest niebezpieczna, podobnie jak samochody. Lekkomyślne obchodzenie się z bronią, identycznie jak z samochodami, może prowadzić do wypadków i cierpienia. Potrzebujemy przepisów ograniczających posiadanie broni. National Rifle Association opowiada się za zakazem sprzedaży broni skazanym przestępcom i osobom nieletnim, jak również za obowiązkiem sprawdzania przez sprzedawcę w skomputeryzowanym systemie, czy klient nie jest notowany. Posiadacze broni muszą być również wyszkoleni, a żadna organizacja nie zapewnia lepszego i bardziej kompleksowego szkolenia niż NRA.
Skupienie się przez liberałów wyłącznie na niebezpieczeństwach związanych z bronią palną może nas zaślepić na fakt, że pistolety, podobnie jak samochody, czynią nasze życie lepszym i bezpieczniejszym. Dlaczego? Bo dzięki nim łatwiej jest nam się bronić. Broń palna wyrównuje szansę kobiet, neutralizując przewagę siły napastników płci męskiej. Dla ludzi, którzy mieszkają w niebezpiecznych dzielnicach i wykonują niebezpieczny zawód — na przykład prowadzą sklep spożywczy albo jeżdżą taksówką— posiadanie broni jest bez mała koniecznością.
Po zakończeniu swoich badań John Lott, łagodny w obejściu profesor z Yale, poszedł kupić 9-milimetrowego rugera. Jeśli ataki na kampusie będą się powtarzały, Chrisie, to radzę Ci zrobić sobie przerwę w nauce i pójść po pistolet.
[1] "Listy do młodego konserwatysty", Dinesh D'Souza, przekł. Tomasz Bieruń, Zysk i S-Ka Wydawnictwo, Poznań 2002 r.
Subskrybuj:
Posty (Atom)