Na wstępie chciałbym zaznaczyć, iż poniższa krytyka stanowiska filozofii analitycznej nie pretenduje do bycia wyczerpującą czy ścisłą; jest jedynie próbą podjęcia polemiki z metafizycznym sceptycyzmem post-Wittgensteinowskich ujęć filozofii.
Filozof Analityczny: Metafizyka wynika z błędnego używania języka.
Metafizyk: ??
A: Filozofowie popadali w metafizyczne problemy, gdyż nie mylili różne gry językowe.
M: Nie rozumiem.
A: Używali terminów i pojęć zapożyczonych z innych gier, w których mają skrajnie inne znaczenie.
M: Używali cudzych pojęć, tak?
A: W szerszym sensie tak to można rozumieć.
M: Nie zgadzam się więc.
A: !?
M: To prawda, że język jest specyficznym narzędziem i jego używanie w niewłaściwy sposób bywa zwodnicze. Ale to nie znaczy, że żadna metafizyka nie jest możliwa.
A: Nie, ja nie twierdzę, że nie jest. Wittgenstein po prostu udowodnił, że metafizyka (i filozofia) nie może być nauką. Do grona nauk należą tylko te nauki, których język może być precyzyjny i..
M: Słowem, pochodzą ze swoich własnych gier..? Okej.
M: Ale słuchaj, to wciąż nie przekreśla metafizyki i filozofii naukowej. Spójrz, skąd fizyka lub matematyka czerpały swoje pojęcia?
A:?
M: Z języka potocznego, z języka codziennego użytku.
A: No tak.
M: Ale historycznie doszły do jakiejś precyzji (czy wciąż dochodzą), czyż nie?
A: Owszem.
M: Metafizyka i filozofia także.
A: Nie zgodziłbym się z takim stanowiskiem..
M: Jednak spójrz, skoro nauki szczegółowe czerpały z języka potocznego i nadawały terminom z nich wziętych nowe, własne znaczenie, to czemu filozofia nie mogła by zrobić tego samego?
A: ...
M: To fakt, że bywali w historii filozofowie, którzy przez "pułapkę" języka wplątywali się w różne metafizyki, co nie znaczy, iż nie było takich, którzy robili to celowo i świadomie. Czyli innymi słowy, nadawali pojęciom języka codziennego nowe znaczenie.
A: Tak, właśnie, choć miały one inne znaczenie i dlatego błądzili (jak mówił Wittgenstein - bredzili).
M: Spójrz uważniej. Nauki szczegółowe czerpały terminologię z języka potocznego, lecz w celu dotarcia do ich własnych przedmiotów, w celu zbadania ich lepiej, przystosowały swoją owe terminy do swoich własnych potrzeb. Czemu filozofia nie mogła by zrobić tego samego?
A:...
M: Przekreślisz, iż nauki szczegółowe mają swój własny przedmiot?
A: Nie.
M: Więc powinieneś uznać, że filozofia ma swój własny przedmiot także.
A: No, dobrze, ale..
M: Więc musi i będzie pożyczać pojęcia z języka potocznego, może nawet i z nauk szczegółowych, a może nawet tworzyć zupełnie nowe (w sensie słowotwórczym), a wszystko po to, by móc badać swój własny przedmiot. Czy jesteś w stanie bez wątpienia stwierdzić, że nie ma problematyki metafizycznej.
A: Problematyka metafizyczna jest wypadkową błędnego użycia języka i nic więcej.
M: Przeto już Ci wytłumaczyłem, iż to nieprawda i jak możesz teraz wycofywać się ze swoich własnych słów?
A: Lecz jaka można zajmować się czymś tak ogólnym, jak pojęcie bytu? Co ma znaczyć to pojęcie?
M: Po pierwszy, jeśli chcemy zbudować nową
metafizykę, nie powinniśmy wychodzić od "pojęcia Bytu" i ja od takiego pojęcia nie wychodzę.
A: Co?
M: Tak. Np. Tomasz z Akwinu, a przed nim Arystoteles - ich metafizyki nie zajmowały się żadnymi pojęciami "Bytu", a sam bytem, tj. bytem jako bytem. To znaczy rzeczywistością jako rzeczywistością.
A:?
M: Czyż nie zgodzisz się ze mną, iż każda nauka wychodzi od jakichś pytań początkowych?
A: Zgodzę się.
M: Zatem o ile nauki szczegółowe dążą do najadekwatniejszej odpowiedzi na pytania - jak, po co, z czego, ile, kiedy - o tyle nie wyczerpuje to jeszcze całego arsenały pytań, przed jakimi człowiek może postawić r z e c z y w i s t o ś ć.
A: ...
M: Pozostaje jeszcze pytanie d l a - c z e g o. Dla-czego jest raczej coś niż nic; dlaczego byt j e s t.
A: Hm.. Upatrywałbym w tym ujęciu zagubieniu we własnym język. Cóż znaczy "być", jeśli nie przebywać w jakimś miejscu, o jakimś czasie; w jakiejś przestrzeni?
M: Ależ nie. Nie pytam o miejsce. Nasz język polski ma także wspaniałe rozróżnienie, gdy o tym mowa, czyli czasownik "z n a j d o w a ć s i ę". Znajdować się w jakimś miejscu, a być w jakimś miejscu przeto też stanowi pewną różnicę. Jakkolwiek nawet jeszcze to nie do końca ujmuje sedno problemu. Otóż ani metafizyka Arystotelesa, ani Tomasza z Akiwnu nie zapytywały o to, dlaczego byt jest tu a tu, a dlaczego nie jest; albowiem samo "miejsce" określali jako jakiś b y t. Byt jako byt, czyli wszystko to, co istnieje. I pomijam na razie to, iż ich odpowiedzi były zgoła różne (tj. Stagiryta upatrywał rację bytu w jego f o r m i e, Akwinata zaś zwrócił uwagę na i s t n i e n i e). Mniejsza z tym. Sensowność i dostateczna racja dla zadawania pytań metafizycznych pozostaje. I chyba nie ujmiesz jej gruntu? Jesteś w stanie zanegować metafizykę taką, jaką Ci tutaj przedstawiłem?
A:...
Nie wiem, czy ciąg dalszy nastąpi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz